Centrum Statystyki Kolejowej/ Centre de statistique ferroviaire/ Zentrum fuer Eisenbahnstatistik/ Railway Statistics Centre |
|
STATYSTYKI: Przewozy pasażerskie w Europie Zachodniej Przewozy towarowe w Europie Zachodniej Przewozy pasażerskie w Europie Śr- Wsch. Przewozy towarowe w Europie Śr.- Wsch.
|
Jacek Wesołowski „Pożegnanie z PKP” Podejmowanie
tematu państwowej kolei w Polsce jest niewdzięczne, ponieważ temat wiąże się
nierozerwalnie z państwowym mecenatem, na który rząd od niepamiętnych
czasów nie ma ochoty. Wokół kolei raczej głucho (jakoś nie było strajków),
więc archaiczna instytucja PKP rozpada się po cichu, a skutecznie. Pociągi w
Polsce są coraz starsze, bardziej zaniedbane i coraz wolniej jeżdżą.
Tymczasem w Europie Zachodniej pociągi to coraz szybsze majstersztyki
technologii i designu, a organizacja ruchu pod względem intensywności ruchu i wzajemnych
powiązań utrzymuje standard, do którego PKP nigdy nie doszła w swej przydługiej
historii. Patrząc z polskiej perspektywy dzieje się tak nawet w
sprywatyzowanych kolejach brytyjskich - wbrew rozmaitym enuncjacjom malkontentów. Potrzeby
inwestycji transportowych są ogromne, ponieważ Polska nawet na tle Środkowej
Europy stanowi swego rodzaju „czarną dziurę”. W tym nieistniejącym,
niestety, programie inwestycyjnym, którego dużo bardziej potrzeba, niż
kolejnych dotacji dla górnictwa, czy mnożenia szczebli samorządu. musi
się znaleźć miejsce dla kolei, bo jest to najbardziej przyjazny środowisku
środek transportu. Tymczasem punkt startu jest bardzo niekorzystny. Dwa łyki statystyki. Aby pozycję kolei polskich pokazać w całej krasie,
warto porównać statystyki innych kolei europejskich, o porównywalnej z
PKP skali i charakterze. Celowo wyłączam te sieci, które funkcjonują w małych
krajach o wysokiej gęstości zaludnienia, nie włączam natomiast kolei
brytyjskich, ze względu na brak pełnych danych po prywatyzacji systemu. Te małe
sieci pokazują jednak, że kolej i w dobie samochodu może cieszyć się ogromną
popularnością, jak w Szwajcarii, gdzie wypada statystycznie 40 podróży na
mieszkańca rocznie, albo 23 – jak w Holandii. Kolej w
Europie jest przede wszystkim pasażerska – ruch ten obejmuje ok. 70-80% pracy
pociągów. PKP tymczasem, ze swym 58% wskaźnikiem udziału pociągów pasażerskich
była nawet bardziej „towarowa” niż kolej ukraińska (UZ)! Różnice pogłębiają
się jeszcze bardziej przy analizie przewozów: tzw. „tonokilometry” stanowiły
77% ogólnej masy przewiezionej w 1997 r. Wysoki udział przewozów
towarowych sam w sobie nie byłby zły - mógłby bowiem sugerować, że znaczna
ich część jest dokonywana w Polsce koleją. Niestety, w ostatnich latach
wielkość tych przewozów wyraźnie spadła, wzbudzając rozpacz i lament. I nie
ma w tym nic dziwnego, bo bardziej wyważona proporcja leży w standardach
europejskich. Niewykluczone, że odwrót klientów od kolei jest więc
ostateczny, można sobie jedynie wyobrazić, jak oceniana jest oferta PKP, skoro
polskie drogi wydają się im korzystniejsze. W 1997 r.
PKP były pod względem liczby zatrudnionych jedną z największych kolei
europejskich: porównywalną z niemiecką DBAG, przy sieci krótszej o jedną
trzecią. A przecież kolej niemiecką i tak charakteryzował jeden z najwyższych
wskaźników w Zachodniej Europie. Czyżby potrzeba w Polsce tak wielu
pracowników na kilometr sieci była podyktowana intensywnością ruchu? Nic
podobnego: już analizując wielkość przewozów wychodzi znaczna rozbieżność:
pracownik PKP jest prawie 2 razy mniej wydajny od kolegi z hiszpańskiej
RENFE, a prawie 11/2 raza od kolegi z DBAG, a nawet z UZ.
Jeszcze gorsze wyniki kolejarz polski osiągnął biorąc pod uwagę pracę pociągów:
jest dwukrotnie mniej wydajny od kolejarza włoskiego, 21/2-krotnie
od niemieckiego, 31/2-krotnie od hiszpańskiego. Może on
jedynie wynosić się ponad kolegę z Ukrainy, ale wątpliwa to, jak sądzę,
pociecha. A przecież to zarządzanie ruchem dużej liczby pociągów pochłania
więcej pracy - i to bardziej kwalifikowanej - niż formowanie mniejszej liczby
składów, ale za to długich. Kolej polska wygląda więc na matecznik
zacofania, gdzie bardziej liczy się fizyczna praca manewrowych, niż umysłowa
nastawniczych, programistów i handlowców. pkm – pasażerokilometrów;
tkm – tonokilometrów
na
podstawie: Statistique Internationale des Chemins de fer, 1997, UIC Sektor pasażerski. Zupełnie źle było w sektorze pasażerskim (a ma być jeszcze
gorzej). Znaczne dysproporcje ujawniają się przy analizie gęstości ruchu
pociągów pasażerskich. Tymczasem częstotliwość stanowi właśnie bardzo ważny
miernik jakości systemu pasażerskiego i w znacznym stopniu decyduje
o konkurencyjności kolei wobec samochodu, skracając czas oczekiwania i praktycznie
uniezależniając pasażera od rozkładu jazdy. Wskaźnik gęstości pociągów
pasażerskich był ponaddwukrotnie niższy w Polsce niż w Niemczech i
we Włoszech, mniejszy nawet znacznie niż w bardziej ekstensywnie
zagospodarowanej Francji i Hiszpanii. Znowu jedynie Ukraina nie dała się
pobić na tym polu. W porównaniu z liderami zachodnioeuropejskimi obie
koleje Wschodu praktycznie tkwią w letargu. Po wahaniach w latach 1980-tych (kiedy to, zdaniem autora, kolej ta przeżywała „złote czasy”) PKP wyraźnie zdecydowała, że będzie ludzi wozić rzadko, ale za to dość długimi pociągami, zamiast często i krótkimi. Istnieje też sporo linii, które używane 2-3 razy dziennie, źle wpływają na statystykę. Co się stanie po dalszych likwidacjach - nietrudno przewidzieć. Z systemem, który obecnie funkcjonuje, PKP nie ma żadnych szans zabiegać o pasażera. PKP wydaje się nieruchawym słoniem podczas gdy inne koleje przypominają pracowite mrówki. pkm – pasażerokilometrów;
tkm – tonokilometrów
obliczenia autora na podstawie: Statistique Internationale des Chemins de fer, 1997, UIC Stan infrastruktury jest powszechnie znany z niedoinwestowania. Podczas,
gdy standardem zachodnioeuropejskim jest dziś sieć magistralna obliczona na
160 km/h, w Polsce taką prędkość „znoszą” dwie linie – a i to
nie w całości. Nie chodzi jednak tylko o tradycyjne zaniedbania wymiany zużytych
torów, modernizacji zabezpieczenia, utrzymania dworców. Polską sieć kolejową
cechuje, niestety, prowincjonalna prostota (żeby nie powiedzieć prymitywizm) w zakresie
wykształcenia węzłów, liczby i jakości dzieł inżynierskich, wielkości i
jakości dworców. Tymczasem rzeźba terenu kraju należy zaś do najbardziej
przyjaznych wszelkim inwestycjom transportowym. Dlaczego więc nadal sieć
wykazuje podstawowe braki uniemożliwiające właściwą obsługę nawet na
poziomie międzyregionalnym (casus Łodzi,
Wrocławia i Krakowa), pozostanie jednym z podstawowych pytań o system
wartości utrzymujący się w Polsce. Takim, jak stawiane w dobie Oświecenia,
kiedy wielu zauważyło, że „polski most” trzeba wreszcie naprawić. „Warszawocentryczność”
jest cechą polskiego systemu kulturowego, rosnącą z powiększaniem się
dystansu stolicy na polu gospodarczym. Niewykluczone, że brak polityki próbującej
wyrównać odziedziczone braki sieci kolejowej i niedociągnięcia obsługi
wielu drugorzędnych ośrodków (polityki, która w sferze planów istniała
jeszcze za czasów komunistycznych) jest wynikiem polityki utrzymywania
centralnej pozycji Warszawy. Służyć ma temu jej wskaźnik dostępności,
najwyższy w kraju i zazdrośnie strzeżony przywilej pośrednictwa. Spróbujcie
dostać się z Berlina do Łodzi albo z Krakowa do Łodzi, a zobaczycie
czym pachnie (dosłownie i w przenośni) korzystanie z pociągów międzyregionalnych
i lokalnych, zwłaszcza tych „niewarszawskich”. Dziedzictwo komunizmu? Może. Jednak czeskie koleje były tak samo
„umoczone” w komunizmie, jak polskie, a jednak radzą sobie dużo
lepiej. Ich popularność sięgała 20 podróży rocznie na mieszkańca, przy
zbliżonej gęstości zaludnienia kraju. ČD
nie są oczywiście fajerwerkiem nowoczesnej techniki, ale są produktem
rzetelnej pracy, która wykorzystuje do maksimum wszystko to, co jest dostępne
bez inwestycji na miarę TGV. Obfitość linii lokalnych i generalnie mała
skala sieci powoduje, że stosunkowo lekkie (i stosunkowo oszczędne)
wagony spalinowe stanowią poważną część pociągów. I w żadnym razie nie
są marginesem działalności ČD.
Koleje Czeskie
mogą dla PKP być wzorem organizacji systemu przewozów pasażerskich. Nie można
o nich powiedzieć, by były szczególnie szybkie, ale w większości
przypadków są cudownie skoordynowane. Szczególnie widać to na małych
stacyjkach, gdzie jednocześnie spotyka się po kilka pociągów jadących we
wszystkich kierunkach. Mało pociągów: integracja rozkładów jazdy obejmuje
też połączenia kolej - autobus, mimo, że autobusy i pociągi to zupełnie
inne firmy. Po wielekroć w Czechach okazuje się, że można. Najwyraźniej „komunizmy”
bywały różne, pytanie tylko, dlaczego. Najpierw robota, potem kasa. Kilka
lat temu lokalny pociąg do Nysy (nie więcej niż 5 dziennie) odjeżdżał z Kędzierzyna
cztery minuty przed przyjazdem pośpiesznego z Przemyśla i Krakowa. Gdyby
nie „krecia robota” przytomnych konduktorów, którzy radiem wstrzymywali
odjazd, przychodziłoby czekać parę godzin. Mimo, że pociągi dalekobieżne w Polsce
są wyposażone w radiotelefony, zdarza się nawet w Warszawie, że nie
wiadomo gdzie są. Coś takiego miało niedawno miejsce na średnicy, kiedy
anonsowano zmianę trasy na Dworzec Gdański na jakiś kwadrans przed wjazdem
pociągu na perony Dworca Centralnego. Jakiś czas temu na dworcu w Poznaniu
poradzono sobie z bezdomnymi bardzo prosto: usunięto mianowicie wszystkie krzesła
z baru. Zresztą nigdy nie wiadomo, czy w pociągu będzie bufet albo barek
– PKP wszak nie bierze żadnej odpowiedzialności za obcą firmę. Kolej
polska jest jedną z ostatnich w Europie, które nie podają do publicznej
wiadomości toru, z którego odjedzie pociąg, a jedynie peron (czyli zwykle dwa
tory). Co to znaczy na przykład dla kogoś, kto nie zna języka, nie trzeba tłumaczyć.
Te i mnóstwo innych rzeczy są generalnym oskarżeniem wszystkich
odpowiedzialnych za standard usług o głupotę albo o lekceważenie
pracy. Albo też o celową politykę zmierzającą do „wygaszania
popytu” na ruch pasażerski – skoro każdy pociąg lokalny to większy
deficyt. Zarzut, że pociągi polskie są nienowoczesne i niewygodne, a nawet
że za rzadko chodzą można próbować jakoś obiektywnie uzasadnić – nikt
jednak nie może wybronić źle ułożonych rozkładów, brudnych pociągów i braku
podstawowej informacji. To jest efekt złej organizacji i braku skutecznej
kontroli – choćby ze strony gmin i prowincji. Kolej musi wreszcie pojąć,
że epoka „państwa w państwie” i „wyższych celów” odeszła w przeszłość
wraz z upadkiem komunizmu i nadejściem masowej motoryzacji.
Między rządem a społeczeństwem. Polscy kolejarze najwyraźniej się lenią (albo robią
rzeczy nikomu niepotrzebne), ich płace są żenująco niskie, a rząd nie
znajduje godnej odpowiedzi ani na butę związków zawodowych, ani na marazm
kolejowej centrali. Nie znajduje, bo nie uważa, że powinien. W Polsce końca
XX wieku nie prowadzi się żadnej dyskusji o tym, co naprawdę oznacza „zrównoważony
rozwój”, a sam termin stał się pustym sloganem mającym maskować
makroekonomiczny liberalizm. Rząd jest z gruntu niechętny większym
inwestycjom publicznym (z autostradami włącznie) – albo wierząc, że rynek
wszystko załatwi, albo nie mając ochoty podejmować zadań, które przerosną
jego kadencję. I wygląda
na to, że nikt ich od niego nie wymaga. Polacy w swoich zachowaniach tkwią –
przynajmniej w dziedzinie transportu – w obyczajowości Trzeciego Świata,
a Polska ze swoją infrastrukturą transportową zacofaną o jakieś
50 lat, takim Trzecim Światem niewątpliwie jest. Ekologia przestała być
nawet przedmiotem wyborczego czarowania. W Polsce można parkować na
chodnikach, wycenić benzynę bezołowiową najwyżej ze wszystkich, przeciąć
autostradą serce parku krajobrazowego, wystawiając na pośmiewisko grupkę
proekologicznych kontestatorów. Nie ma tu miejsca na ekologiczne miazmaty, jest
natomiast wyraźna presja indywidualistycznych postaw. Polska postkomunistyczna
stała się dla większości krajem „ratuj się, kto może” i „radź
sobie, jak umiesz”. Dlatego też jeśli już, to mówi się o budowie dróg,
a nie modernizacji (czy budowie) kolei. A zalety kolei w aspekcie ochrony środowiska
na nikim prawie nie robią wrażenia, podobnie jak koszty zewnętrzne
nadmiernego ruchu samochodów, tak wymierne dla nieszczęśliwców z rozmaitych
Sochaczewów, mało kogo obchodzą. Zupełnie inaczej, niż od dobrej dekady w
Europie. Ta okropna Europa. Nie wszystkim w Polsce wiadomo (a najmniej rządowi, jak się zdaje), że
sprawa modelu transportowego, a zwłaszcza tzw. „modal split” (czyli
struktury przewozów wg środka transportu) nie jest wyłącznie sprawą wewnętrzną
każdego kraju, ale jest przedmiotem wyraźnie proekologicznej polityki Unii
Europejskiej, sformułowanej w kilku ważnych dokumentach wydanych na
przestrzeni lat 1990-tych. Nacisk na kolej widać w spektakularnych
inwestycjach i zamierzeniach, jak większość środków przeznaczanych w ramach
unijnego progamu „Trans-European Network”, linie szybkie w Hiszpanii i
Francji albo kolejowy tunel pod Kanałem Angielskim. Żadna inwestycja drogowa
nie może od dłuższego czasu równać się im skalą i popularnością. Niekorzystny
dla środowiska „modal split” podróży wewnątrz Unii, w którym
samochód ma około 75% przewozów pasażerskich, został uznany za niewłaściwy.
Ratunku upatruje się między innymi w modernizacji i integracji transportu
oraz w powiązaniu z nim polityki przestrzennej. Ta integracja to -
jak w pokazywanej niegdyś reklamie kolei niemieckich, przedstawiającej
akrobacje na trapezach - powiązanie różnych środków podróży, a więc krótkie
czasy oczekiwania i takież drogi dojścia. Można do tego dorzucić
zunifikowane taryfy i lokalizację stacji jak najbliżej najważniejszych
celów podróży. Kolej a planiści. Tymczasem można zaryzykować stwierdzenie, że prawie nikt w Polsce,
kto podejmuje decyzje, nie ma zielonego pojęcia o tym czym jest ta integracja
sieci transportowej albo przyjazne pieszemu użytkownikowi środowisko dworca i jego
otoczenia. Nie tylko tyczy się to inwestycji lokalnej w postaci łódzkiego
Dworca Kaliskiego, przykładu mizernego budownictwa niemal w szczerym polu, ale
także, co gorsza, linii warszawskiego metra, która omija główny dworzec
(koncept zaiste wyjątkowy na europejską skalę) albo nowego wrocławskiego
dworca autobusowego rodem z urbanistyki (i architektury) lat 1960-tych.
Obraz kolei tworzony środkami planistycznymi jest w Polsce z reguły
bardzo zły, z gruntu nienowoczesny. Niezgrabność rozwiązań
przestrzennych, w których wszędzie daleko i po schodach, tworzy coraz
skuteczniejszą barierę odstraszającą. Zło tkwi w sposobie myślenia, w źle
ustawionych preferencjach i w systemie normatywów
urbanistyczno-komunikacyjnych, ustawionych „pod samochód” a nie „pod
pieszego”. A pieszym jest przecież - choćby przez chwilę - każdy
klient kolei. Bez odrzucenia tych ograniczeń nie będzie ekologicznego
transportu w Polsce. Oderwanie
kolei od polityki przestrzennej jest najgorszą praktyką utrzymującą się jak
za dawnych komunistycznych czasów, kiedy kolej istniała dla kopalń i hut, w
którym tajemnica strategiczna wygodnie przykrywała morze marnotrawstwa i
niekompetencji. W pomroce dziejów giną na przykład odpowiedzi na pytania
dlaczego na Górnym Śląsku do tej pory nie ma szybkiej kolei regionalnej ani
godziwego dworca w Nowych Tychach, dlaczego lotnisko na Okęciu dotąd nie ma połączenia
kolejowego albo dlaczego zbudowano równolegle do kolejki linię szybkiego („półszybkiego”?)
tramwaju z Gdańska do Oliwy, podczas gdy ona sama ma niewykorzystany
potencjał przewozowy. PKP była mianowicie – i jest nadal - outsiderem w mieście,
który widział siebie przeznaczonego dla wyższych celów, tyle że dziś i
tych nawet nie potrafi wypełnić. Potencjał i misja. Wykorzystanie kolei jest koniecznością w modernizującym się kraju,
ale do tego trzeba polityki transportowej, a nie rządu-„nocnego stróża”.
Można na poziomie gmin i regionów, ale w przeciwieństwie do praktyki
zachodnioeuropejskiej, nie potrafią one, a nawet nie chcą, wchodzić
w alianse z PKP, by użyć jej infrastrukturę do lokalnego transportu. Nie
chcą bojąc się – i słusznie - dyktatu monopolisty pazernego na każde
pieniądze. Tutaj więc w szczególności leży zagrożenie, ponieważ PKP
rozmontowuje transport regionalny w pierwszym rzędzie, jako najmniej dochodowy,
oczekując - też słusznie - dotacji zewnętrznych na jego prowadzenie.
Tymczasem dotacji nie ma, nie ma zaufania, miasta padają więc ofiarą
zmasowanej presji samochodów - i będą padać jeszcze bardziej.
Rewolucyjna na polskim gruncie koncepcja „tramwajo-pociągów” w Krakowie
może właśnie rozbić się o niestabilne warunki finansowania. Jest tutaj właśnie
pole do działania dla władz centralnych, ale te - liberalne przecież tam,
gdzie akurat nie powinny - chętnie potykają się o pierwsze rafy w
postaci strajku kolejarzy czynionego na wieść o reformie. Zresztą, czy
gminy uwierzą dziś rządowi? Można też wykorzystać kolej na poziomie
krajowym i międzynarodowym – ale tego przy pomocy rzadkich i niedomytych
pociągów raczej się nie załatwi. Przecież w Polsce nie ma autostrad, a
samoloty to margines przewozów. Jak mówi
statystyka, PKP jest miejscem, gdzie dokonuje się niebagatelne marnotrawstwo.
Dokonuje się ono również tam, gdzie wskaźników nie ma: niewykorzystane
linie kolejowe tam, gdzie ulice duszą się od ruchu, a okoliczna ludność
domaga się autostrad. Brak działań władzy centralnej i lokalnej jest
niedobry, ale chyba jeszcze gorsze są jej enuncjacje. Należy się obawiać, że
jeśli się nawet zabierze do roboty, to tak, jak niegdyś Amerykanie, budując
drogi, bez oglądania się na ich destrukcyjne skutki dla miast. Rząd nigdy nie
przedstawił szerszego tła, na których miałaby się dokonać gigantyczna i niewdzięczna
praca modernizacji kolei. Przeciętny Polak nie wie, po co utrzymywać kolej,
skoro tyle ona kosztuje, a są coraz większe grupy osób żywotnie
zainteresowanych, by tak zostało. Wszak Polska jest jednym z najwdzięczniej się
prezentujących rynków dla nowych samochodów. PKP się
rozpada, i myślę, że powinna zginąć, jak jeden z wielu mutantów polskiego
komunizmu. Tradycje międzywojenne, nawet jeśli w istocie
wartościowe, są zbyt odległe, by oddziaływały na wyobraźnię. Kształtują
ją natomiast tandeta techniczna i estetyczna, brud i zaniedbanie,
lenistwo i złe wychowanie pracowników, arogancja decydentów. Ważne jednak,
by upadając, PKP nie pochłonęła do reszty kolei. To się na ogół udało w
Brytanii, ale czy uda się w Polsce? Jacek Wesołowski Tekst ukazał się w Tygodniku Powszechnym. Przedruk za zgodą autora
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
[POLITYKA TRANSPORTOWA] [KOLEJE REGIONALNE W EUROPIE] [KOLEJE PRYWATNE] [KOLEJE W JAPONII] [KOLEJE W RFN] [SZYBKIE KOLEJE MIEJSKIE] [REFORMA KOLEI WĄSK.] [CENTRUM KOLEJNICTWA REGIONALNEGO] [P K P] [KOLEJE W WOJ. LUBUSKIM] [TRAMWAJE DWUSYSTEMOWE] [BIULETYN] [IRiPK] [ENGLISH/FRANCAIS]
|